Ja nie wierze w to, że podczas wyboru czy brać kredyt czy nie, jaki czy w zł czy frankach czy euro, potencjalny bioracy nie wie jakie są konsekwencje wzięcia kredytu , co więcej nie wie jakie są plusy czy minusy kredytów w walutach obcych.
Jak ktoś trafi (trafił) na cwanego "doradcę kredytowego", to naprawdę mógł słyszeć jedynie o zaletach kredytu walutowego... Byłem na kilku spotkaniach z nimi i za każdym razem przedstawiane mi były jedynie zalety kredytu branego we Franku... Za każdym razem przekonywano mnie, że nie ma żadnego ryzyka, że taki kredyt będzie droższy niż w PLN.
więc wziąłem kredyt w PLN, który sam sobie wynegocjowałem...
Agamek12, Z tego co pamiętam to były różne okresy popularności kredytów. Raz zł, to znowu franki lub euro. I tak też była aktywność doradców. Ten kolega o którym pisałem wyżej brał we frankach świadomie i bez przeszkód, ale inny co wziął tylko 150 tys zł we frankach już miał problem z frankami, bo mu nie chcieli dać, a brał pod namową tego pierwszego. Później przewalutował z tego co wiem.
Panowie tylko spokój. Przy spłatach kredytów liczonych na dziesięciolecia jeszcze wiele niespodzianek Nas czeka. Miłych i niemiłych. Wszelkie odgórne decyzje powodują panikę i niespodziewane reakcje, ale potem emocje opadają i zaczyna działać normalna regulacja rynku. Panta rhei. A dla wszelkich pismaków to okazja, by zarobić na wierszówkach od sensacyjnych newsów. Ich należy obawiać się najbardziej. Jeszcze nie raz zamącą ludziom w głowach.
pozwolę sobie jeszcze zadać pytanie - jakie jest "przeważnie" oprocentowanie kredytu w CHF ? - tak się zastanawiam, gdzie jest próg opłacalności utrzymywania tego błogiego stanu....
jaki jest normalny poziom gwarantujący pozorny spokój ? mimo takich skoków waluty ?
zawarłem umowę jak CHF był na poziomie 2,2 PLN - i tak się zastanawiam.... oczywiście bez gwałtownych ruchów 8)
>jakie jest "przeważnie" oprocentowanie kredytu w CHF ?
No obecnie to minimalne..przy praktycznie zerowym LIBORZE
np. jak Ja teraz się zalogowałem to bnpparibas (fortis) podaje mi 1,0514% gdzie 1% to marża banku
Co daje przy 20 letnim raczej wzglednie jak na PL niedużym kredycie z roku 2006 w ratach malejących raczej sądzę niezłe proporcje :
Prawda jest taka że kredyt powinno się brać w walucie takiej jak zarabiamy, wtedy takiego problemu by nie było.
"Bądź uczynny, pomagaj innym - a wtedy wszyscy wokół pomyślą, że to co dla nich robisz, jest twoim zasranym obowiązkiem."
----------------------------------------------------
Może to kogoś obrazi, ale mi osobiście zwisa czy kredyty poszły w górę czy nie, czy kogoś przez to rata zdołuje czy nie. Trudno takie jest życie. Ja mierze siły na zamiary i nie mam kredytu, ale też nie mam nowego domu, drogiego samochodu. Żyje jak żyje spokojnie i może skromnie :P
Kazdy jest kowalem swojego losu. 8)
Ja się nie obrażę :wink:
A co do Twojego podejścia to tylko pogratulować. Staram się robić podobnie. Nie muszę mieć extra fury ale coś "w skarpecie" zawsze musi być - to mi daje spokój taki wewnętrzny "w razie co", spokój który z wiekiem doceniam bo nerwów w robocie mam wystarczająco.
Ja tylko można sobie na takie coś pozwolić to lepiej skromniej ale spokojniej. Niestety wielu musi się samemu "przejechać" żeby docenić zalety tego spokojniejszego życia.
Ale nie wszyscy mogą sobie pozwolić na taki komfort psychiczny bo gdzieś mieszkać trzeba.
Wiara w przewidywanie waluty na 20 czy 30 lat to czysta naiwność IMO. NIkt nie wie co będzie za pół roku czy rok a mowa na tyle lat. Świat jest tak dynamiczny , że chwila moment moze wywalić się wiele rzeczy do góry kołami i wszelkie założenia "magików - doradców" szlag trafi.
Na bankach się nie znam ale siedzę w rynku towarowym i obserwuję go od 15 lat. Drobni gracze idą jak te ślepe owce za kursami ustalanymi na kilku giełdach światowych gdzie kursy i trendy ustalają cwaniaki w białych koszulkach z miliardami siedzący w bankach inwestycyjnych grając bardzo agresywnymi narzędziami, kupując -sprzedając po wielokroć te same kontrakty terminowe (nie mające nic wspólnego z fizycznym przemieszczaniem danego surowca) i wielkim kapitałem/mediami wpływają na kursy zarabiając na wahaniach ogromne pieniądze dla tychże banków. A my - CI którzy rzeczywiście uczestniczą w produkcji, wydobyciu, handlu, transporcie, przetwórstwie, dystrybucji surowców/towarów nie mamy nic do powiedzenia tylko działamy stresując się czy dziś podjęte decyzje nie wyjdą "bokiem" gdy za chwile sytuacja zmieni się zbyt dynamicznie.
Wszędzie na wszystkim zarabiają najbogatsi/banki. Zazwyczaj naszym kosztem - co wyjątkowo widać właśnie w kredytach hipotecznych. Kombinowanie jak tu zrobić aby wymagania były najniższe i zdolność także - byle ludzie brali a potem to już niech się martwią bo to nie banku problem, wręcz przeciwnie - bo jak klienci spłaca z 50% wartości nieruchomości to się najwyżej zlicytuje i zarobi podwójnie. Wynikiem tego kredyty we franku zamiast dawane rozważnie bo kurs może niejednych "zabić" to odwrotnie - z namysłem i świadomi rozdawane wręcz mam wrażenie z nadzieją ze pewien % nie da rady i się ich nieruchomości przejmie.
Tak mi sie wydaje.
PS Co do fachowców =-doradców. Kiedyś robiłem w duzej firmie. Doradca walutowy - kolega doradzał współpracownikom - po koleżeńsku i w dobrej wierze w jakich walutach lepiej mają brać kredyt. Po latach ma kilku wrogów i firmę prawie przekręcił...także żaden doradca nic nie doradzi co będzie za kilka lat bo zwyczajnie nie ma bladego pojęcia. Jedynie może mu się coś wydawać na podstawie wykresów, analiz itp danych. Jak w to uwierzymy to już tylko nasz potem problem.
W zlotowkowym znajoma osoba ktora brala w tym samym czasie ma w tej chwili ~2% lacznie z marza banku.
Ciekawe, co zrobia wynajmujacy mieszkania... ja bym dzis przyniosl nowe warunki od lutego, bo gro mieszkan wynajmowanych, to sa mieszkania na kredyt, gdzie ktos mial troche gotowki i nie kupil jednego duzego tylko kupil 2-3 mniejsze idealne na wynajem, a teraz te mieszkania wynajmuje.
PS Co do fachowców =-doradców. Kiedyś robiłem w duzej firmie. Doradca walutowy - kolega doradzał współpracownikom - po koleżeńsku i w dobrej wierze w jakich walutach lepiej mają brać kredyt. Po latach ma kilku wrogów i firmę prawie przekręcił...także żaden doradca nic nie doradzi co będzie za kilka lat bo zwyczajnie nie ma bladego pojęcia. Jedynie może mu się coś wydawać na podstawie wykresów, analiz itp danych. Jak w to uwierzymy to już tylko nasz potem problem.
Przecież oni mają prowizję od sprzedaży - zawsze będą przekonywać do wzięcia jak największego kredytu w walucie, za którą mają największą prowizję.
Prezes jakiegoś banku (nie pamiętam którego) wprost powiedział, że doradcy kredytowi to 95% sprzedawcy którzy wciskają kredyt na którym mają największą prowizję.
Taka jest prawda.
Dokonana przez UKNF symulacja dla trwałej deprecjacji o 30% (zakładany kurs CHF/PLN 4,4980) wskazuje na spadek łącznego współczynnika kapitałowego z 14,62% do 14,38%, a wskaźnika opartego na funduszach najwyższej jakości (CET1) z 13,48% do 13,28%.
Efekt deprecjacji PLN wobec CHF o 30% nie spowoduje więc znaczącego wzrostu ryzyka systemowego.
Przy założeniu trwałej deprecjacji o 50% (zakładany kurs CHF/PLN 5,1900) szacowana zmiana funduszy w połączeniu ze wzrostem aktywów ważonych ryzykiem przełoży się na spadek łącznego współczynnika kapitałowego z 14,62% do 13,56%, a wskaźnika opartego na funduszach najwyższej jakości (CET1) z 13,48% do 12,49%.
Deprecjacja PLN wobec CHF o 50% również nie spowoduje znaczącego wzrostu ryzyka systemowego.
Przy utrzymaniu stóp procentowych LIBOR CHF na poziomie zbliżonym do obecnego wzrost kursu CHF/PLN do 4,0, a nawet 4,5 i 5,0, powinien zostać zaabsorbowany przez większość kredytobiorców CHF, a miesięczna zmiana raty spłaty byłaby porównywalna do tych, jakie płacili kredytobiorcy mający analogiczny kredyt w PLN.
It's nice to be important but more important is to be nice
Agamek12 zgadza się w 100%. Jak każdy z nas kto robi w handlu, sprzedaje to co się najlepiej nam (i zapewne też firmie) opłaca.
Ale mi chodziło ogólnie o wróżenie z fusów w/s walut. Dlatego podałem przykład fachowca w dużej firmie, który kolegom doradzał za free niby najlepiej jak umiał. Mi tez doradzał żebym wziął w euro (to było naście lat temu w sumie niedużo i na kilka lat zaledwie) ale zdecydowaliśmy z żoną jednak w PLN i potem z ulgą piliśmy sami "z własnym wewnętrznym głosem" z żonką że tak zdecydowaliśmy :wink: . Takie długie i duże kredyty tylko w walucie w jakiej się zarabia. Chyba, że ktoś lubi hazard (albo musi).
Prezes jakiegoś banku (nie pamiętam którego) wprost powiedział, że doradcy kredytowi to 95% sprzedawcy którzy wciskają kredyt na którym mają największą prowizję.
Taka jest prawda.
byłoby totalnym frajerstwem sądzić dzisiaj w naszych czasach, że idąc do Banku, jakiegokolwiek, dadzą nam tani kredyt.
Jestem elektronikiem, ale pochodzę ze środowiska bankowego. Oni, podobnie jak każdy jeden sprzedawca czy to pracujący w salonach telefonii komórkowej czy gdziekolwiek indziej - mają plany sprzedażowe. Mają sprzedać jak najwięcej i jak najdrożej. Odgórnym zadaniem jest złapać leszcza i po za kredytem wcisnąć kartę kredytową, konta osobiste dla całej rodziny plus znajomi i ostatnio bezwarunkowo ubezpieczenia..
Do jednego produktu dostajesz co najmniej kilka dodatkowych generujących $ dla Banku. Proste. Ludzie są do tego szkoleni, mają z góry bardzo konkretne i sprecyzowane wytyczne.
I tak samo frajerstwem jest sądzić, że ktokolwiek przynajmniej z 90% ludzi ówcześnie biorących kredyty w CHF wiedział co robi. Tak jak wcześniej zostało wspomniane - dostawali kredyty we frankach bo na złotówki nie mieli zdolności. Ale nawet i ja, jak wspomniałem, wziąłem kredyt w CHF na zakup mieszkania, gdyż rata ówcześnie była mniejsza do relatywnie kredytu zaciągniętego w CHF.
Dla mnie też liczyła się CENA a nie ryzyko walutowe.
Zwłaszcza, że zazwyczaj zakładam o wiele szybszą spłatę każdego zaciągniętego kredytu niż przewiduje to umowa - ale to JA. 90% naszych krajan niestety nie ma takiej świadomości czy możliwości finansowych.
Puentując - jestem głęboko przekonany, o tym, że ludzie byli przynajmniej delikatnie namawiani na CHF-y. Tak samo przez ówczesne Banki (mega przykładem był nacisk sprzedażowy PKO SA - żubrzyk) i późniejsze afery z tym związane, kiedy sprzedawcy w czasach hossy namawiali falowo ludzi na wchodzenie w fundusze inwestycyjne. Ale jak przyszedł krach - każdy nabierał w wody w usta a ludzie potracili majątki..
It's nice to be important but more important is to be nice
Wszystko jest ok jak ktoś ma "górkę" i wyższa rata nie robi większych problemów.
Tu rodzi się pytanie co z tymi, którzy kredytu w innej walucie nie mogli dostać w ów czas gdy był potrzebny? Bo zdolność była tylko we franku?
Mam znajomą, żyła sobie z mężem i było fajnie, kupili mieszkanie na kredyt we franku lat temu chyba z 7. Kobieta zaszła w ciąże, mąż odszedł od niej i zostawił samą z dzieckiem i kredytem na mieszkanie.
Każdy wzrost raty kredytu odczuwała dość boleśnie bo jako jedna osoba pracująca i utrzymująca gospodarstwo domowe liczy się każdy grosz, a takiej sytuacji jak wzrost jest o 200 zł to dla nich katastrofa. Fajnie było jak były dwie osoby w domu zarabiające przyjmijmy średnio na nasze realia ale jak zostaje się jedynym żywicielem rodziny z kredytem i opłatami i dodatkowo z budżetu trzeba wyjąć kolejne 200 zł to jest ciężko :-(
Brać na styk niedobrze ale jak nie było innego wyjścia?
Była O2 RS 190 km / 436 Nm
Jest Superb 2FL 201 km / 436 Nm
W takiej sytuacji w usa to mozna bylo sobie strzelic bankruta, pozbytajac sie zupelnie jakichkolwiek dlugow i juz nie splacajac kredytu hipotecznego. Wczesniej oczywiscie swoje oszczednosci trzeba bylo ulokowac u zaufanych osob. Wtedy splata kredytu stawala sie po prostu kosztem wynajmu. Niestety u nas takich mozliwosci nie ma.
Jest mini cooper 1.6 115, był zbyt słaby 1.6 102 BGU.
Tylko szaleniec kupiłby tam dzisiaj auto po obecnym kursie.
I albo oni zjadą z cen do tak niskich poziomów, że ceny wszystkiego - od serów po przez a uta a na nieruchomościach kończywszy, że będzie to szok dla każdego, albo im gospodarka zwyczajnie stanie.
It's nice to be important but more important is to be nice
Może to kogoś obrazi, ale mi osobiście zwisa czy kredyty poszły w górę czy nie, czy kogoś przez to rata zdołuje czy nie. Trudno takie jest życie. Ja mierze siły na zamiary i nie mam kredytu, ale też nie mam nowego domu, drogiego samochodu. Żyje jak żyje spokojnie i może skromnie :P
Komentarz